Quiero Salsa Szczecin

Kameralny event na światowym poziomie, czyli relacja z So!Salsa Summer Jam

350 km od Szczecina, 3 dni warsztatów, 7 instruktorów (w tym jeden headliner festiwali na całym świecie). Koszt: ponad 200 zł. Jakie są nasze wrażenia po pierwszym So!Salsa Summer Jam w Gdańsku?

Agnieszka Soboń: Najbardziej niesamowitą rzeczą moim zdaniem była kameralność warsztatów (około 60 osób) połączona z obecnością Juana Matosa. To tak, jakby Pharell albo Snoop Dog przyjechali do Szczecina dać koncert w Hormonie. I zostali na afterparty, żeby pośpiewać z fanami. W momencie kiedy ekipa So!Salsa opublikowała wiadomość o tym wydarzeniu wiedziałam, że to będzie absolutny hit.

 

 

Marek Streich: Mnie przede wszystkim podobały się bardzo ciekawe, inspirujące zajęcia. Głównie dlatego, że zwracały uwagę na techniczny aspekt tańca, zamiast pokazywania jaką gwiazdą jest instruktor.

Agnieszka Soboń: Potwierdzam. Również atmosfera była rewelacyjna. Na festiwalach ludzie są bardziej anonimowi, nie ma czasu na korygowanie 200 osób na sali. Wielki plus dla Juana za zejście z podestu na zajęciach partnerwork. Raz, aby wyrównać proporcje, a dwa, żeby dawać korekty.

Marek Streich: Matos to mistrz porównań. Dodam, ciekawych porównań. Nikt tak jak on nie potrafi wskazać podobieństw między wycieraniem butów z psiej „kaki” do pachangi.

Agnieszka Soboń: A propos porównań – strzał w 10 to również porównanie pachangi do intuicyjnego ruchu jaki ciało wykonuje, kiedy jakiś utwór nam się wyjątkowo spodoba. Pachanga wg. Matosa to płynny ruch całego ciała, nie tylko kolan i bioder; można ją tańczyć do każdego rodzaju muzyki.

Agnieszka Soboń: Jeszcze o headlinerze – spodobała mi się również jego uwaga odnośnie muzyki, którą puszcza na warsztatach. Nie jest to typowe mambo z rozbudowaną sekcją dętą, ale bardzo żywe i emocjonalne utwory z wokalem na pierwszym planie, których teksty zna na pamięć. W końcu taniec porusza w nas różne emocje i żeby poczuć muzykę musimy uruchomić swoją sentymentalną i wrażliwą stronę, której na co dzień możemy nie dopuszczać do głosu. Na zajęciach możemy się za to rozluźnić i trochę poegzaltować w bezpiecznych warunkach, szczególnie jak nauczyciel robi głupie miny i udaje, że śpiewa.

 

 

Marek Streich: W ramach wydarzenia odbyły się również trzy gorące (dosłownie) imprezy, każda z pięknymi pokazami. Oprócz interpretacji pokazu „Ran Kan Kan” pod przewodnictwem Ani Chagowskiej, najbardziej spodobały mi się dwa pokazy trójmiejskie. Pierwszy w wykonaniu żeńskiej formacji So!Salsa, drugi zaś z udziałem naszej ulubionej zoukowej pary w kraju: Doroty Jułkowskiej i Piotra Burby. Choreografie palce lizać!

Agnieszka Soboń: Dla mnie bombowy był też pokaz Ewy i Marcina z Krambo do „La Bandy”, podobnie jak prowadzone przez nich zajęcia. Dużo śmiechu i dobrej techniki. Żałuję, że nie zostaliśmy na ostatnich zajęciach Klaudii oraz Fibe, ale nie dalibyśmy rady wrócić na poniedziałek.

Marek Streich: Całe wydarzenie oceniam na 9,5/10. Dlaczego nie 10? Mimo, że lokalizacja So!Salsa jest jest wielkim plusem (stoczniowy klimat, industrialne wnętrza, funkcjonalność) to w okresie letnim ciężko tańczyć z powodu wysokiej temperatury (32 stopnie w cieniu). Mimo ewidentnych starań organizatorów (wiatraki, wybijanie szyb we własnych oknach dla lepszego przewiewu) i tak było za gorąco. Po drugie poprawy wymaga trzymanie się harmonogramu zajęć. O ile dla mieszkańców Trójmiasta przesunięcie warsztatów o 1,5h może nie stanowić problemu, o tyle dla przyjezdnych jest to spora komplikacja. Pół biedy z samochodem, część uczestników musiała wybierać między pociągiem a zajęciami.

Agnieszka Soboń: Dla mnie 9,9/10. Przyczepiłabym się jedynie do terminu, który (oczywiście niecelowo) zbiegł się z Openerem. Bo drogie nocelgi i tłumy w Trójmieście, to tyle mojego marudzenia.

Podsumowując. Zdajemy sobie sprawę, że była to dopiero pierwsza edycja So!Salsa Summer Jam. Liczymy na kontynuację w przyszłym roku i trzymamy kciuki za organizację. Jak powiedziała Klaudia Kopiec współzałożycielka So!Salsa: „Wydarzenie było super, bo wzięli w nim udział super ludzie”.

Podpisujemy się pod tym wszystkimi czterema rękami i dodajemy tę pozycję na naszej listy wydarzeń ulubionych i obowiązkowych!

 

To pisaliśmy my

Gan Gan y Gan Gon
czyli Agnieszka Soboń
i Marek Streich